Zacząłem martwić się o czas; mój zegarek, zwyczajny Bulova, nie świecił w ciemnościach i nie mogłem odczytać z niego godziny, choć próbowałem wykręcać nadgarstek we wszystkie strony. Dostałem go od sierocińca świętego Wincentego, kiedy skończyłem s/,kołę średnią, bo byłem najlepszy w klasie. Zadziwiające, że ciągle chodził, choć tak wiele już przeszedł. Nie był nawet wodoszczelny, a wiele razy lądował w wodzie.
Do mostu doszedłem od naszej strony. Wsunąłem się pod przęsło i zacząłem macać dłońmi w ciemnościach, szukając min albo lasek dynamitu. Nic tam nie było. Po cichu podciągnąłem się i położyłem płasko na moście. W tej właśnie chwili poczułem,
że księżyc, gwiazdy i wszystkie dostępne źródła światła skierowały się dokładnie na mnie. Spojrzałem za siebie, spodziewając się, że zobaczę tam swój cień. Było jednak zbyt ciemno, to moja wyobraźnia zaczynała po prostu wariować.
Ponownie przewróciłem się na brzuch i zacząłem sprawdzać most. Myślałem, że gdyby coś zaczęło się dziać, skoczę do wody i pozwolę prądowi znieść się w dół strumienia.